Metropolia śląska nie zachowuje się jak jedno miasto z przedmieściami.
To kilkanaście ośrodków, z których każdy ma własną tożsamość
i własnych klientów. Skutek dla strony jest bardzo konkretny:
ludzie rzadko wpisują w wyszukiwarkę „Katowice", jeżeli sami mieszkają
w Sosnowcu. Wpisują nazwę swojego miasta, czasem dzielnicy.
Strona, która mówi wyłącznie o Śląsku, nie odpowiada wtedy na żadne
z tych zapytań.
Druga rzecz to struktura firm. Region od dawna nie żyje z samego
wydobycia: dominują poddostawcy, automatyka, obróbka, utrzymanie ruchu,
logistyka i usługi dla przemysłu. W takich firmach strona
prawie nigdy nie zdobywa klienta z ulicy - ona przechodzi
weryfikację. Ktoś dostał nazwę z polecenia albo z bazy
dostawców, wchodzi na stronę i w kilka minut rozstrzyga, czy wysłać
zapytanie ofertowe. Ta różnica zmienia wszystko: zamiast haseł
potrzebne są zakres, sprzęt, certyfikaty i droga do działu handlowego.
Trzecia jest przyziemna i widać ją w co drugim zapytaniu stąd:
strona postawiona kilkanaście lat temu przez znajomego
informatyka, którego dawno nie ma. Nie działa na telefonie,
nikt nie ma haseł, a na serwerze stoi system bez aktualizacji.
To nie jest problem estetyczny, tylko ryzyko operacyjne - i zwykle
zaczynamy wtedy od audytu, żeby
wiedzieć, co się da uratować, zanim cokolwiek policzymy.